Z pokoju do pokoju
błądząc 
o kant drzwi rozcinając ramię
krwawię.
Wstydząc się bezradności, którą w sercu noszę
lekko unoszę głowę-
Niebo zaczyna spadać
w intensywności niepowierzchowności
szczebel drabiny nadszarpnięty
ulotna woń życia.....